Little Fighter Polish Center - Forum dyskusyjne: Legenda LF2 - Wojna światów
Facebook
Youtube
 Zobacz temat
Little Fighter Polish Center » Artykuły » Opowiadania
 Drukuj temat
Legenda LF2 - Wojna światów
Walsemore
As, takie pytanie, kim jest Egzygda? Ta postać nie występowała we wcześniejszych częściach, w ogóle jej nie przedstawiłeś.
Freeze bez miecza jest jak Freeze z mieczem, tylko że bez miecza.
 
http://www.lf2.pl
As098
Epizod 10 Nowi Bohaterowie część 4
Jan szła samotnie przez las była zasmucona ostatnimi wydarzeniami było już późno poszła pod jakieś drzewo i zasnęła przy nim, miała dość dziwny sen że Julian przejął władze nad światem. Następnego dnia wstała i rozejrzała się po lesie, nikogo nie było zastanawiała się dokąd pójść, zaczęła czuć głód, może kupi sobie coś do jedzenia w karczmie najemników kilka mil stąd. Udała się w podróż chociaż ten sen nie dawał jej spokoju, zastanawiała się co się stanie z Chinami skoro siły ciemności przejęły władzę nad stolicą. Miała nadzieje że jej ojciec jeszcze żyje i że się jeszcze zobaczą, po kilku godzinach podróży dotarła do celu. Widziała przed sobą niewielką drewnianą chatę wymagającą remontu, najemnicy często byli bandytami więc nie budowali siedziby w miastach. Wybierając się tam ryzykowała pojmanie, ale z drugiej strony potrzebowała żołnierzy. Weszła do środka zauważyła podpitych facetów siedzących przy stołach. Jeden z nich podszedł do Jan mając w ręku nóż.
- A co taka księżniczka jak ty robi w tak niebezpiecznym miejscu - rzekł facet
- Nie twoja sprawa - odpowiedziała Jan.
Facet wpadł w szał zamachną się nożem ale nie trafił, Jan wykonała unik i jednym silnym kopnięciem powaliła przeciwnika na ziemię. - Walczysz zdecydowanie za słabo by nadawać się na wojownika - odrzekła.
Pozostali ludzie szybko wstali ze swoich krzeseł Jan miała wrażenie że przyjście tu było złym pomysłem.
- Wystarczy już, skoro przyszłaś do nas to znaczy że potrzebujesz naszej pomocy w walce z wrogami - powiedział dowódca najemników.
- Zgadza się, jeśli mi pomożecie wygnać wrogów z Chin mój ojciec da wam więcej złota niż każdy z was jest wstanie udźwignąć.
- Dość wątpliwa propozycja, skąd możemy wiedzieć że można ci ufać.
Jan wyjęła ze swojej kieszeni klucz do królewskiego skarbca i rzuciła w stronę przywódcy najemników.
-Słyszałem pogłoski o potworach z innego świata pewnie nas wyślesz do walki z nimi ja nie mam zamiaru uczestniczyć w tej samobójczej wyprawie - Powiedział jeden z ludzi siedzących przy stole.
- Możecie siedzieć i sobie gnić, ale ja wolę zaryzykować mam już dość biednego życia - odpowiedział Dowódca.
- Pozwól że się przedstawię jestem Liso - najemnik i skrytobójca.
Jan przyjrzała się dowódcy, widziała wysokiego faceta ze stojącymi niebieskimi włosami, nosił na sobie podarte ubrania a w rękach trzymał dwa topory. Liso przekonał kilku ludzi aby podążyli za nim. Wyszli z karczmy w sumie było jedenaście osób, było to zbyt mało aby odbić miasto Basinjang. Jan razem ze swoją drużyną postanowiła udać się do miasta Tai hom Vigale być może zdoła znaleźć tam wspomniane osoby. Podróż była długa i męcząca ze względu na panujący upał, jednak udało im się dotrzeć do celu.nawiała się co zrobić, wśród bohaterów którzy zginęli nie było Firena i Freeza dobrym pomysłem byłoby odnalezienie ich.Tymczasem bohaterowie byli w tarapatach byli otoczeni przez setki przeciwników, Jack cofnął się i przygotowywał do ataku. Nastała niezręczna cisza Markhal trzymał w rękach swój potężny topór czekając na rozkaz.
- Zabić ich wszystkich - powiedział wódz.
Bandyci hordą rzucili się do ataku, Firen zacisnął pięści poczuł w swych rękach moc ognia, szybko zaczął wytwarzać kule ognia, Jack strzelał kulkami, a Monk phoenix palm, tylko Freeze stał z tyłu nie miał żadnej mocy.
- To niesamowite mogę tkać ogień, nie macie pojęcia jak mi tego brakowało - rzekł Firen.
Bandyci byli już blisko, a bohaterowie zaczęli walczyć wręcz na szczęście bandity były bardzo słabe padały po jednym ciosie. Potem jednak huntery zaczęły strzelać w ich stronę, Firen wybiegł przed bohaterów i podmuchem ognia zaczął blokować strzały. Monk został ranny w nogę, czuł silny ból aż się zachwiał. Firen czuł że wszystko w jego rękach jako jedyny miał konkretną moc. Nadbiegały Marki z Markhalem na czele.
- Osobiście cię wykończę - rzekł Markhal.
Firen użył ognistego biegu a Markhal zamachnął się swoją potężną siekierą zderzyli się, Firen odleciał na kilkanaście metrów od ciosu, Markhal miał zniszczony topór bohaterowie próbowali uciekać przebijając się przez poszczególnych bandytów jednak przeciwników było zbyt wielu, bitwa wydawała się być przegrana. W tej chwili pojawiła się Jan z najemnikami którzy zaczęli strzelać z łuków a Jan podniosła swoją kulę mocy i zaczęła strzelać w przeciwników bandyci odwrócili się i zaczęli atakować Liso wybiegł przed szereg i zaczął błyskawicznie atakować toporami, szybko pokonywał wrogów. Markhal dogonił Monka i potężnym ciosem powalił na ziemię, zaczął zbliżać się do Freeza. W tej chwili pojawił się Liso Markhal nie miał broni do walki wręcz zaczął uciekać aż jeden z bandytów dał mu długi żelazny kij. Najemnicy zaczęli ginąć od wrogowie byli zbyt liczni,Firen leżał na ziemi, nagle poczuł wielki przypływ mocy, widocznie złota energia uczyniła go silniejszym niż był kiedykolwiek wcześniej. Zaczął miotać kulami ognia na wszystkie strony
Firen zaczął taranować przeciwników ognistym biegiem, Jan wpadła na pewien pomysł jeśli pojmą ich przywódcę zyskają nieco czasu być może nawet tyle ile trzeba do przebudzenia terakotowych żołnierzy. Jan biegła przed siebie swoimi mieczami pokonywała kolejnych przeciwników w końcu dotarła do szefa klanu purpurowej pięści. Jan chwyciła wroga i przyłożyła swój miecz pod jego szyje.
- Stójcie albo będziecie musieli sobie poszukać nowego przywódcy - zadrwiła Jan.
Wszyscy za się zatrzymali bitwa ustała, nawet Firen przestał miotać swoimi pociskami, zbliżał się wieczór Markhal chwycił kamień, wiedział że jeśli odpowiednio wyceluje ogłuszy Jan i będą mogli kontynuować bitwę. Wycelował a potem rzucił w Jan, trafił Jan padła na ziemię jednak usłyszeli głos terakotowi żołnierze przebudzili się bandyci wiedzieli że nie mieli już szans więc postanowili uciec. Jeden terakotowych żołnierzy podszedł do Freeza był wysoki na ponad 3 metry miał brązowy kolor i srebrny miecz i tarczę. Żołnierz uklęknął na jednym kolanie i rzekł:
- Mogłeś mieć wielką moc zamiast tego wybrałeś życie swojego przyjaciela, dlatego jesteś godzien nami dowodzić.
Freeze otrzymał złotą koronę po czym nałożył ją sobie na głowę.
Julian przebudził się czuł się cały obolały, więc jeszcze żyje pierwszą osobą jaką zobaczył była Mitwirjana wstał po czym rozejrzał się. Znajdował się w głównej sali pałacu królewskiego a na tronie siedział Demozgo trzymając w rękach dwa szmaragdy kseonu. Obok niego zobaczył Firzena prowadzącego armie justinów.
- Przywróciłam cię do życia, ponieważ jesteś potrzebny - powiedziała Mitwirjana.
- Nie oczekiwał bym innej odpowiedzi. Kim jest osoba siedząca na tronie i dlaczego trzyma w ręce moje szmaragdy ?
- Ja byłem tym który był nazywany dark Knight a teraz jestem Demozgo odwieczne wcielenie zła i potęgi. Dokonałem to czego nie potrafiłeś unicestwiłem małych bohaterów - nie został po nich nawet pył.
- Nie byłabym taka pewna, Elifia posiada wielką moc światła być może zdołali się oni teleportować, ale nie wyczuwam jej obecności.
Mitwirjana otworzyła swoją księgę. Wiele lat temu istniał ten który znał odpowiedź na każde pytanie zwany Niziru. Z księgi powstał obłok dymu a w nim ukazał się karzełkowaty starzec był lekko przygarbiony i miał długą brodę, był ubrany w niebieską szatę.
- Czy mali wojownicy zostali unicestwieni i czy jeszcze coś nam zagraża ?
- Przyzwałaś mnie, władczyni - oto odpowiedź na twoje pytanie mali wojownicy nie zostali unicestwieni tylko teleportowani do wymiaru Arerot, Elifia blokując atak Demozgo stworzyła przypadkiem wyrwę między wymiarami. Po za tym zebrała się nowa drużyna, obudziła ona terakotową armię i zapewne zaatakują miasto.
- Tak jak się spodziewałam dopóki nie pozbędziemy się Elifi - nigdy nie zwyciężymy, ale jej nie można tak po prostu zabić. Jest tylko jedna postać z mojej księgi która może się jej na zawsze pozbyć - ale potrzebny mi będzie jeden ze szmaragdów - powiedziała Mitwirjana.
Demozgo zgodził się oddał Mitwirjanie jeden ze szmaragdów, a ona otworzywszy swą księgę zebrała w sobie ogromną moc. Z samego serca księgi tysiąca ciemności wzywam Donowalda.
Z księgi ukazał się wysoki chudy czarny wojownik z płonącą głową i niebieskimi oczami był to sam Donowald.
Powstańcie wojownicy, zamarznięte pustkowie.
 
As098
Legenda LF2 Zapowiedź wielkiego Finału.

Frezze trzymał w rękach koronę która dawała mu władzę nad kamienną armią stanowiącą jakieś tysiąc żołnierzy. Wiedział że nadchodzi czas wojny ale należy zmobilizować więcej żołnierzy. Być może ktoś się dołączy po drodze. Firen cieszył się że odzyskał moc był silniejszy niż kiedykolwiek. Cenił sobie bardziej siłę wojownika niż władze, Jan obserwowała ich wiedziała że po drodze zbiorą jeszcze sporo żołnierzy.
- Czuje się zaszczycony że mogę wami dowodzić, jak wiecie zło powróciło silniejsze niż kiedykolwiek pojawił się nowy potężny wróg Demozgo ojciec wszystkich justinów potwór ciemności którego trzeba zniszczyć za wszelką cenę. Pamiętajcie przed nami los wszystkich ludzi.
- Zgadza się - wtrącił się Monk. Demozgo im silniejszy się staje tym bardziej okrutny jest z każdym dniem będzie stawał się coraz silniejszy czas gra na naszą niekorzyść. Czuje że mali wojownicy nie mogli zginąć.
Tymczasem w mieście Basinjang Demozgo siedzi na tronie Cesarza przed nim cztery osoby Julian, Firzen, Mitwirjana i Donowald.
- Tak to ja byłem dark knightem przez tyle lat, gdy Firzen X mnie pokonał jedyne o czym marzyłem to zemsta, ale aby tego dokonać muszę odzyskać dawną siłę. Do tego czasu będę słabszy i podatny na śmierć, Mitwirjano kim jest wojownik którego przyzwałaś i czy coś potrafi.
- Jest jednym z moich najlepszych sług posiada moc wykradania dusz najpotężniejszych wojowników im więcej ich pochłonie, tym jest potężniejszy.
- Dotąd wykradłem duszę tysięcy wielkich wojowników, każdego z nich mogę przywołać na pole bitwy już niedługo twoi wrogowie będą twoimi sługami.
Firzen chciał iść razem z nim, Demozgo się zgodził.
Mitwirjana otworzyła portal i Demozgo razem i Firzenem zostali teleportowani.
- Wy będziecie mi potrzebni tutaj za około rok nadejdzie dzień czerwonego księżyca, wtedy odzyskam swoją siłę i stanę się niepokonany.
Mali Bohaterowie zostali teleportowani do innego wymiaru, a Mitwirjana wezwała Donowalda na pole bitwy, czy Demozgo odzyska ostateczną formę i zniszczy ludzkość. Nie przegap wielkiego Finału Legendy LF2
Legenda LF2 Epizod 11 END
już wkrótce tylko na LF2.pl
Powstańcie wojownicy, zamarznięte pustkowie.
 
Walsemore
Jan szła samotnie przez las była zasmucona ostatnimi wydarzeniami było już późno poszła pod jakieś drzewo i zasnęła przy nim, miała dość dziwny sen że Julian przejął władze nad światem.
Jedno zdanie, tyle zdarzeń.

Facet wpadł w szał zamachną się nożem ale nie trafił, Jan wykonała unik i jednym silnym kopnięciem powaliła przeciwnika na ziemię.
Ile razy mam powtarzać, że czas przeszły brzmi "zamachnął"?

Tymczasem bohaterowie byli w tarapatach byli otoczeni przez setki przeciwników, Jack cofnął się i przygotowywał do ataku
Wspominałem może, żebyś nowy wątek zaczynał od nowego akapitu?

- Mogłeś mieć wielką moc zamiast tego wybrałeś życie swojego przyjaciela, dlatego jesteś godzien nami dowodzić.
Gdzie ten wątek się pojawił?

Kim jest Donowald?

Frezze trzymał w rękach koronę która dawała mu władzę nad kamienną armią stanowiącą jakieś tysiąc żołnierzy.
Kamienną czy terakotową?

Ok, po tylu latach seria dobiega końca :D
Freeze bez miecza jest jak Freeze z mieczem, tylko że bez miecza.
 
http://www.lf2.pl
Alladyn
Nie kojarzę zbyt dużo postów z tej serii ale kim do cholery jest DONOWALD? xDD
Tak! Znów mam małych chłopców w avatarze xD
-----
Osiągnięcia:
3x 3 miejsce EC
Finał srebrnej dywizji LFC
3 miejsce ligi MoD, 1 miejsce ligi DV
-----------------------------------------
"Ja pierdole odchodzę z tego gówna w po spowiedzi jestem w wielki piątek się wkurwiłem co za jebana gra elo"~ Pub 2k17
 
As098
Epizod 11 END - część 1
- Co sie dzieje ... gdzie my jesteśmy czy umarliśmy ? - spytał się Davis.
- Nie dalej żyjemy, stwierdził Bat ale zdaje się że nie jesteśmy już na ziemi, mam wrażenie jakbym znał to miejsce, jakby wspomnienie we śnie.
- Niestety aby was ocalić zużyłam całą swoją moc, stałam się słaba. Jesteśmy w świecie Aerot świata słynącego z Elfów i Orków oraz odwiecznych wojen między nimi.
W tej chwili Elifia zaczęła słabnąć, przemieniła się w biały pierścień, w nim była zachowana ostatnia cząstka jej życia.
- Wiadome jest jedno znowu przegraliśmy, albowiem wróg dysponował mocą której nie sposób było pokonać, obawiam się że nigdy nie pokonamy Juliana - powiedział Louis.
Deep uderzył go w twarz, aby się ogarnął.
- Zawsze dopóki żyjesz jest nadzieja, nie wolno się poddawać.
Deep podniósł biały pierścień, poświęcenie Elifi było niesamowite zapadła jakby w śpiączkę nie wiadomo czy się kiedyś przebudzi.Bohaterowie postanowili rozpalić ognisko, niestety bez wszystko wiedzącej Elifi niewiele mogli zdziałać. Santuron pamiętał że Elifia urodziła się w tym świecie, ale z jakiegoś powodu zamieszkała na ziemi. Nagle mieli wrażenie że zostali otoczeni zza drzew pojawiła się horda Elfów, jeden z nich wyszedł nim na przeciw.
- Kim jesteście i co tu robicie - zaraz Bat mój dziadek coś wspominał o tobie co tutaj robisz.
- Na naszej planecie odbyła się wojna z siłami zła - a my szukamy sposobu na powrót na ziemie. Przebudził się sam Demozgo.
- To niemożliwe potwór o niesamowitej sile i potędze. Chodźcie z nami zaprowadzimy was do naszego miasta Kazenhog.
Wszyscy wyruszyli Woodemu było szkoda miał ochotę trochę powalczyć, po dwóch dniach dotarli na miejsce stanęli przed wysokimi murami a po środku wyrastało ogromne drzewo z potężnymi gałęziami. Przed sobą widzieli wielką bramę ze złota. Santuron wyczuł potężną mistyczną energie czyżby miasto ochraniało jakieś zaklęcie. Przy drzewie był umieszczony pałac bohaterowie pod eskortą elfów weszli do środka. W mieście wszyscy mieszkańcy byli wojownikami od najmłodszych lat. Już niedługo dotarli przed oblicze Lorda Bolizdasa władcy miasta Elfów. Siedział na Srebrnym tronie a w rękach trzymał berło mimo że był stary odznaczał się potężną posturą.
- Przebyliście kawał drogi musicie zjeść i odpocząć później omówisz co cię sprowadza Bat. Mamy wobec ciebie dług tylko dlatego was przyjęliśmy.
- Bata można znać tysiąc lat a i tak zawsze czymś zaskoczy - zadrwił Dennis.
- Czy opowieść o mojej przygodzie w tym świecie może zaczekać - powiedział Bat.
- Kiedyś świat aerot był pod dyktaturą potężnego dżina Darhenusa jednakże buntownicy którzy sprzeciwili się jego władzy odnaleźli pradawną lampę. Dzięki wypowiedzianemu życzeniu życzeniu zdołali zrzucić jarzmo tyrana. Jednak powstała waśń między elfami i orkami i sytuacja się pogorszyła. Albowiem o lampie krąży legenda że za każde życzenie może tylko pogorszyć sytuacje bo z tego co złe nic dobrego nie wyjdzie - powiedział Bolizdas.
- Niestety to prawda czy jest jakiś sposób aby uzdrowić Elifię - powiedział Deep.
Bolizdas wziął do ręki biały pierścień, wiedział że aby przywrócić jej zdrowie będzie potrzebna potężna magia druidów, Deep miał wątpliwości czy temu starcowi można zaufać, lecz nagle z pierścienia wydobył się głos.
- Nie obawiaj się zaufaj Bolizdasowi, albowiem on jest moim ojcem.
- Zgadza się - potwierdził Santuron. Proszę abym mógł udać się z tobą - aura mocy mojej i Elifi jest bardzo podobna być może razem z Druidami będziemy mogli przywrócić jej dawną siłę.
Wszyscy osłupieli ze zdziwienia jak ten stary dziad mógł mieć tak piękną córkę i gdzie jest jej matka. Cóż sytuacja coraz bardziej się komplikowała.
- Matka Elifi poświęciła życie aby ją chronić zabił ją łowca dusz sam Donowald. Jeden z najlepszych zabójców Mitwirjany - powiedział Bat.
Mali bohaterowie szemrali między sobą, wszystko dla nich wydawało się strasznie pokręcone, ale niestety nie mieli większego wyboru musieli zaufać Batowi. Louis był zdenerwowany zawsze to on był przywódcą grupy ale teraz musi ustąpić Batowi. Jednak będzie go uważnie obserwował, nie miał do niego pełnego zaufania.
Tymczasem Firzen i Donowald znaleźli się już w świecie Aerot, Donowald wiedział że w tym świecie czekają jego starzy przyjaciele orkowie. Cóż był bowiem jednym z nich, ale to już inna historia. Postanowili się dostać do pobliskiej wioski orków. Nagle przed nich wyskoczył ogromny ork, zaatakował swoją potężną ręką Donowald szybko wykonał unik, Firzen stworzył złoty promień który powalił orka na ziemię.
- Co się stało nie poznajesz starego znajomego - zadrwił Donowald.
Ork wstał a następnie zaprowadził ich do przywódcy pobliskiej wioski orkowie byli ogromni każdy z nich miał ponad 2.5 metra wzrostu. Orkowie byli potężnie zbudowani, nie nosili zbroi ale mieli w rękach potężne topory. Mieszkali w namiotach i możliwe że prowadzili koczowniczy tryb życia. Wojna orków z elfami była pasywna, orkowie byli wielokrotnie silniejsi, ale elfowie bardziej cywilizowani, mieli dobrze fortyfikowane miasta. Donowald razem z władcą wioski weszli do namiotu omówić plan ataku. Firzen usiadł na kamieniu dość dziwnie czuł się w otoczeniu orków. Ciekawiło go co potrafi Donowald ale czuć od niego było jakąś mroczną energią. Cóż po dłuższej dyskusji z wodzem Ciekawiło go co potrafi Donowald ale czuć od niego było jakąś mroczną energią. Cóż po dłuższej dyskusji z wodzem wyszli z namiotu.
- Od wielu miesięcy próbujemy podbić miasto Kazenhog jednak, miasto jest potężnie ufortyfikowane na dodatek ma zaklętą bramę którą można otworzyć tylko od środka - powiedział Wódz orków.
- Spokojnie zbierz swoich żołnierzy a ja się zajmę otworzeniem bramy, przy okazji zdobędę parę nowych dusz do kolekcji.
Donowald przedostał się do lasu i zauważył wracającego do miasta Elfa zwiadowcę, elf wystrzelił z łuku w jego stronę jednak Donowald szybko wykonał unik i chwycił przeciwnika za gardło oczy mrocznego wojownika zaczęły płonąć i w zaledwie kilka sekund wyrwał duszę elfa a jego ciało padło na ziemię. Firzen był zaskoczony umiejętnościami Donowalda w końcu miał szmaragd kseonu, ale miał wrażenie że to tylko ułamek jego możliwości. Mroczny wojownik przybrał postać elfa i wyruszył w stronę miasta. Po kilku godzinach dotarł przed bramę miasta. Strażnicy otworzyli bramę zwiadowcy - nie wiedzieli jak wielki błąd popełnili.
Zwiadowca dotarł do pałacu jednak tam nie wpuścili go strażnicy musiał jednak wyrwać kolejną duszę i to tak by pozostać niezauważonym. Skorzystał z okazji kiedy strażnicy się rozdzielili, jeden musiał iść do toalety. Wtedy Donowald znienacka zaatakował strażnika i wyrwał mu duszę. Dotarł do pałacu w końcu znalazł małych wojowników, Bat wyszedł naprzeciw jego.
- Wszędzie rozpoznam tę aurę strzeżcie się to Donowald łowca dusz.
- Bat po tylu latach się spotykamy, tym razem na pewno pozbawię cie duszy.
Donowald przybrał swoją prawdziwą formę tym razem użył szmaragdu by dodać sobie więcej mocy. Jednak Rudolf szybko wytrącił mu go z ręki, szmaragd wypadł przez okno. Donowald wpadł w wściekłość chciał wykończyć bohaterów po cichu ale okazało się że to niemożliwe. Wróg wyskoczył przez okno za szmaragdem wziął malutką czaszkę którą miał przy pasie i rzucił pod bramę. Nagle z czaszki powstał ogromny cyklop z maczugą w ręku który potężnym ciosem wyłamał bramę. Nagle podniósł się alarm, elfy widziały mistycznego wojownika unoszącego się nad ziemią.
- To to to Donowald podnieść broń walczyć komu życie miłe.
- Żałośni śmiertelnicy - jesteście niczym w porównaniu z potęgą Donowalda.


Wiem brakuje historii o przygodach Bata w krainie Aerot być może kiedyś się pojawi.....
Pamiętajcie inny świat inne zasady i historie.

Powstańcie wojownicy, zamarznięte pustkowie.
 
Walsemore
Odnoszę powoli wrażenie, że finał historii nie będzie pozytywny :P
Ok, cieszę się, że po tylu latach zbliżamy się ku końcowi. Trochę Twój język się poprawił w mojej ocenie.
Freeze bez miecza jest jak Freeze z mieczem, tylko że bez miecza.
 
http://www.lf2.pl
As098
Epizod 11 END część 2
Firzen razem z hordą orków zauważyli wyłamaną bramę, to był znak że czas do ataku, tylko dlaczego Donowaldowi zajęło to tyle czasu. Orkowie błyskawicznie rzucili się do ataku Firzen biegł razem z nimi. Donowald stworzył pięć czaszek i rzucił nimi w ziemię. Powstali kolejni wojownicy, każdy był wyjątkowy na swój sposób. Jeden z nich był szczególny był dość niski ale miał cztery ręce i poruszał się niezwykle szybko. Mali wojownicy spojrzeli przez okno sytuacja błyskawicznie się odmieniła.
- Musimy szybko zdobyć szmaragd!! powiedział Rudolf.
Rudolf szybko stał się niewidzialny, Bat zbierał w sobie moc, przygotowywał się do transformacji. Pozostali wojownicy wyskoczyli przez okno, chcieli odwrócić uwagę wroga, aby Rudolf mógł zdobyć szmaragd. Wiedzieli że bez niego przegrają. Elfy wdały się w walkę z orkami, niestety orkowie byli znacznie silniejsi i mieli przewagę. Donowald się uśmiechnął ponieważ to była zaledwie żałosna cząstka jego mocy. Stworzył setkę czaszek i spadały na ziemię niczym deszcz. Z każdej z nich powstawał kolejny wojownik, elfowie ustawiali się na murach. Firzen wbiegł szybko w pole walki. Nie zwracając na nic uwagi natychmiast wytworzył kule ognia i lodu które atakowały elfów, niewiele to jednak dawało elfów było zbyt dużo. Orkowie zaczęli rzucać włóczniami w elfów na murach. Bohaterowie zeskoczyli na dół, jednak szybko zostali otoczeni przez wojowników Donowalda. Nie było wśród nich jedynieRudolfa który szukał szmaragdu kseonu. Był bardzo zdesperowany wiedział że bez szmaragdu nie mają szans. Rozgorzała bitwa mali bohaterowie walczyli z wojownikami Donowalda. Każdy walczył najlepiej jak tylko mógł, na czele brygady oczywiście stał Louis który swoją włócznią błyskawicznie tratował przeciwników. Bat zakończył trasformacje, stał się shadowsem. Miał spiczaste ręce i potężne skrzydła.
- Głupcy walcząc z pionkami nic nie wskóracie to Donowalda należy wyeliminować - stwierdził Bat.
Bat wyskoczył przez okno i poleciał w stronę Donowalda miał wytworzyć kule mocy, ale Donowald szybko jednym ciosem powalił go na ziemie.
- Hahaha naprawdę myślisz że zdołasz podejść mnie tak łatwo - zadrwił Donowald.
Sytuacja się pogarszała wojownicy Donowalda byli niezwykle wytrzymali na ciosy, rudolf odnalazł szmaragd kseonu, niestety stracił niewidzialność. Firzen szybko zauważył Rudolfa i wysłał w jego stronę kule ognia i lodu, Rudolf uciekał jak tylko potrafił.
nagle tuż przy nim pojawił się Donowald, wiedział że jak odzyska szmaragd to zwycięży bez problemu, Dennis błyskawicznie kopnął mrocznego wojownika w głowę, Rudolf szybko przedostał się dalej.
- Jak śmiesz mnie tknąć - powiedział Donowald.
Szybko chwycił Dennisa za szyje, nie miał nawet czasu na reakcje. W jednej sekundzie zabił Dennisa, Davis widział to pełen przerażenia i gniewu, Rudolf przekazał mu szmaragd w jego ręce.
- Jesteś potworem , nie mającym duszy!! krzyknął Davis.
Davis zebrał w sobie moc przemienił się w Black Anhela, cyklop podszedł w jego stronę jednak Anhel powalił go potężną kulą mocy. Tymczasem Bat walczył z Firzenem, który nie radził sobie z nową formą Bata. Na polu bitwy pojawiało się coraz więcej zarówno elfów jak i orków. Donowald wpadł w gniew, widocznie nie docenił małych bohaterów, a jego własny szmaragd został użyty przeciw niemu. Pełen mocy uniósł się w powietrze.
- Dosyć znudziła mnie ta zabawa, teraz ujrzycie moją prawdziwą moc.
Jego twarz się zmieniła z rąk i nóg a nawet z twarzy zaczęły wylatywać czaszki, z których powstawali wojownicy, przypominali dzikie wilki o ludzkiej posturze, Black anhel rzucił się do ataku na wojowników Donowalda, jednym ciosem powalił trzech naraz, ale na jego miejsce pojawiło się pięć innych. Elfy ze wszystkich sił starały się osłaniać pałac mimo że ich było kilka tysięcy to ich ilość gwałtownie malała. Chimery były zabójczo szybkie i niebezpieczne. Bohaterowie skupili atak na Donowaldzie ale nic to nie dało, Anhel wystrzelił kulę mocy, ale Donowald zablokował to ręką. Śmierć bohaterów zbliżała się wielkimi krokami, czyżby to był koniec. Wtedy Rudolf przypomniał sobie o swojej zakazanej mocy. Dawno temu Monk mu wyjaśniał ,, Na krótką chwilę możesz przemienić się w potężnego przeciwnika, lecz ceną za to będzie twoje życie ''
- Jest tylko jeden sposób byśmy przeżyli - lecz muszę się do niego przedostać.
Bohaterowie byli zmieszani lecz w tej sytuacji, nie mieli czasu się zastanawiać, Rudolf szybko stał się niewidzialny a Louis podrzucił go w stronę Donowalda. Firzen chciał ich powstrzymać ale nie mógł ciągle przeszkadzał mu Bat w nowej formie strach było do niego podejść.
Nagle koło Donowalda pojawił się Rudolf chwycił go za fraki i o dziwo przemienił się w niego. Nastał potężny błysk fioletowej energii, Dwóch Donowaldów trzymało się za siebie, wszyscy wezwani przez niego wojownicy zamarli w miejscu, albowiem moc Donowalda ich nie kontrolowała.
- Teraz uderzcie go wszystkim co macie - krzyknął Rudolf.
- Nie możemy przecież nie przeżyjesz tego - powiedział John.
- Nie ma czasu na dyskusje, utrzymam go najwyżej kilka sekund.
Bohaterowie zaczęli atakować z pełną mocą, także wszystkie elfy zaczęły strzelać z łuku,Black anhel i Bat stanęli obok siebie i razem z pełną siłą wytworzyli wielką kulę czerwonej energii. Firzen biegł w ich stronę by ich powstrzymać ale dostał strzałą z łuku w nogę nie mógł się ruszyć. Donowald rzucił Rudolfa w ziemię z całej siły. Ale było już za późno potężna kula energii eksplodowała przy nim i wyrzuciła go daleko po za horyzont. Słychać było tylko głos mówiący - jeszcze wrócę.
Orkowie uciekli, zostawili Firzena który dostał się do niewoli u Elfów. Następnego dnia zorganizowali pogrzeb dla poległych, umarło tysiące Elfów a także dwóch bohaterów Dennis i Rudolf. Garstka Elfów która pozostała przy życiu kopała głębokie doły a zmarłych rzucano po kolei po kilku godzinach przyszła kolej na Rudolfa, Dennis nawet nie miał pogrzebu albowiem zostało po nim tylko wspomnienie. Rudolfa załadowano w specjalną trumnę, po czym wrzucono go do dołu. Woody zaczął się denerwować, gdzie się podział Davis chciał go poszukać ale nie mógł przegapić pogrzebu.
- A teraz chwila ciszy dla naszych bohaterów Rudolfa i Dennisa którzy poświęcili życie aby uratować nas z rąk Donowalda.
- Dennis był dla mnie jak brat - powiedział Woody.
- Rudolf użył mocy choć wiedział że po niej umrze, nie możemy zmarnować tego poświęcenia - powiedział Louis.
- Byli naszymi przyjaciółmi, kompanami. Zawsze dzielnie walczyli u naszego boku, nikt ich nie może zastąpić. Śmierć jest potężnym wrogiem, ale my nie możemy się poddać. Siły ciemności nigdy nie przestaną dopóki nie zostaną zgładzone. Julian, Mitwirjana - zapłacą nam za to, dopóki żyje nie spocznę póki nie utnę ich parszywych głów - stwierdził John
Tymczasem Davis przebudził się czuł się dziwnie, ale miał wrażenie że coś z nim nie tak. Podszedł do lustra w swoim pokoju, ku swojemu zdziwieniu zobaczył blizny na rękach i jedno oko miał zielone. Widocznie ostatni atak kosztował go zbyt wiele mocy. Zbierało mu się na wymioty ale dał się powstrzymać zignorował to i poszedł na pogrzeb. Davis jednak pojawił się za późno, kiedy spotkał pozostałych bohaterów wszyscy byli na niego oburzeni.
- Dlaczego nie przyszedłeś - powiedział Woody.
Ale po Davisie było widać że nie czuje się najlepiej, Postanowili zabrać go do medyka.
Tymczasem Bolizdasowi i Santuronowi udało się wyleczyć Elifie używając starożytnego zaklęcia Imozofytt sgutom. Odzyskała fizyczne ciało jednak była malutka zaledwie na trzy cale.
- Jeszcze kilka dni zajmie ci odzyskiwanie pełnej mocy - powiedział Bolizdas.
- Ale ja już wyczuwam że wydarzyło się coś złego - Santuron zabierz mnie do bohaterów.
Santuron czym prędzej wziął Elifie na bark i pobiegli poszukać towarzyszy gdy już wyszli z pałacu ujrzeli miasto w ruinie widać że stoczyła się tu wielka bitwa elfowie którzy tu pozostali byli zasmuceni.
- Gdzie nasi towarzysze - spytał Santuron.
-Udali się do medyka - odpowiedział Elf.
Po kilku minutach udali się na miejsce zdarzenia, widać było kilku bohaterów, ale najbardziej w oczy rzucał się Davis, którego blizny i symbole pokrywały już całe ręce, a oboje oczu miał fioletowego koloru. Na widok Elifi Davis wstał ku zaskoczeniu wszystkich wcale nie czuł się źle, bardzo chciał pokazać wszystkim że jest zdrowy, a to tylko efekty nadmiernego używania szmaragdu.
- O nie - tego się obawiałam - powiedziała Elifia.
Edytowane przez As098 dnia 06-12-2018 20:33:48
Powstańcie wojownicy, zamarznięte pustkowie.
 
Walsemore
Stworzył setkę czaszek i spadały na ziemię niczym deszcz na ziemie.
Ponowię pytanie - czy czytasz choć raz to, co piszesz, przed opublikowaniem?

Część jest ok, czekam na dalszy rozwój wydarzeń :)
Freeze bez miecza jest jak Freeze z mieczem, tylko że bez miecza.
 
http://www.lf2.pl
As098
Epizod 11 END część 3
Elifia spojrzała na Santurona a także na bohaterów po czym rzekła
- Opowiedzcie o wszystkim co się wydarzyło podczas mojej nieobecności.
Po dłuższej historii już nie było wątpliwości to musiała być sprawka Donowalda widocznie zatruł szmaragd swoją mistyczną energią. Teraz tego efekty odczuwa Davis, po dłuższej chwili przyszedł lord Bolizdas w towarzystwie kilku elfów.
- Znam te chorobę z legend kiedyś dosłownie wybiła tysiące zarówno elfów jak i orków, jest tylko jedna osoba znająca lekarstwo na tę chorobę - Druid Azonidas. Przy pomocy Firzena opracował skuteczne lekarstwo, nawet nie mam pewności czy jeszcze żyje, ale wiem jedno to jest niezwykle potężny czarodziej. Kilka mil stąd ma jedną ze swoich siedzib być może uda wam się go tam zastać - rzekł Bolizdas.
- Co za tym idzie musimy zabrać ze sobą Firzena - powiedział John.
Bohaterowie całą ekipą udali się w stronę więzienia znajdującego się wewnątrz pałacu, schodzili po schodach aż do ostatniej komnaty było przy niej dwóch strażników. A za nimi w małej celi siedział Firzen skuty magicznymi kajdanami w wyraźny sposób uniemożliwiały użycie mocy. Firzen siedząc skulony zauważył wojowników. Nie spodziewał się że kiedykolwiek wpadnie w ręce wroga, przecież jest bardzo silny.
- Czy to jest naprawdę konieczne - powiedział Deep.
- Jeśli naprawdę chcesz mnie zabić zrób to teraz, masz swój miecz ja jestem bezbronny. Wykorzystaj moment zapewniam was że nigdy nie będziecie mieli lepszej okazji niż w tej chwili - powiedział Firzen.
Zapadła niezręczna cisza, niestety Firzen był potrzebny, jego moc przecież mogła uleczyć Davisa. Wypuścili go Firzen powolnymi krokami w kajdanach, wyszedł z więzienia. Razem z wojownikami wspólnie wyruszyli w podróż, nie mogli zabrać ze sobą obstawy bo elfów po bitwie było zbyt mało.
- Przy okazji czy nie mogłaś jakoś przywrócić życia Dennisowi i Rudolfowi - spytał John.
- Niestety zostali oni zabici przez Donowalda, ich dusze są w jego wnętrzu. Jedynym sposobem na przywrócenie ich do życia jest ostateczne unicestwienie Donowalda - powiedziała Elifia.
- Więc Donowald dalej żyje miałem przez chwile złudną nadzieje że pozbyliśmy się go na dobre. Ech zgaduje że pewnie będzie jeszcze silniejszy a już teraz był potężny nawet bez szmaragdu - powiedział Bat.
Po kilku godzinach podróży bohaterowie zatrzymali się by zrobić postój. Louis nie spuszczał Firzena z oka wiedział że będzie próbował ucieczki, albo swoich sztuczek. Firzen tym czasem spokojnie siedział na kamieniu patrzył w ziemię nie obawiał się śmierci, już nic go nie ruszy. Bał się słabości bo wiedział że tylko silni mają prawo szacunku. Ciekawiło go też kim jest ten Azonidas. Bat rozglądał się uważnie czy w pobliżu nie ma orków cóż nigdy nic nie wiadomo. Elifia już zdążyła odzyskać część swojej siły. Deep nie mógł znieść faktu że mogą zabić Firzena ale tego nie zrobią. Jest pewny że później będzie tego żałował.
- Być może ten cały Azonidas pomoże nam wrócić do domu - powiedział John.
- I co zamierzasz dalej, Julian do tej pory zgromadził ogromną armię nie pokonamy ich wszystkich - stwierdził Louis.
- Może ruszajmy już dalej, bo jakoś dziwnie zaczynam się czuć - powiedział Davis.
Bohaterowie ruszyli w drogę, nie było co zwlekać, następnego dnia dodarli na miejsce. Ku ich zaskoczeniu zobaczyli starą ruderę, skromną chatę postawioną przy drzewie. Weszli do środka, domek jednak okazał się całkiem ładnie przystrojony, widoczne też było że czarodziej mieszka na odludziu. Nagle całe pomieszczenie zapełniło się dymem wyłonił się z niej szczupły czarodziej z laską na której szczycie widniał szmaragd.
- Witajcie jestem Azonidas - choć przyjaciele nazywają mnie mistycznym asem, spodziewałem się waszej obecności.
- Naszył głównym powodem jest choroba Davisa widzę jak się dziwnie zmienia - powiedział Bat.
Azonidas dotknął laską Firzena a następnie Davisa, został porażony energią po czym padł na ziemię. Stopniowo jego choroba zaczynała się cofać, ale do powrotu do zdrowia miał zostać jeszcze kilka dni. Jeśli nie zostałby uleczony na czas stałby się sługą Donowalda.
- Przykro mi to mówić ale czuje się częściowo odpowiedzialny za to co się stało. Od wieków walczyłem z Mitwirjaną a właściwie z księgą którą posiada. Jednak im więcej walczyliśmy tym bardziej chaos się wzmacniał. Walka nie miała sensu, nic to nie wnosiło z wyjątkiem strat po obydwu stronach. A Mitwirjana zaczęła tracić kontrolę nad księgą, mogła wyzwolić zło o której mocy nie macie pojęcia. Zawarliśmy w końcu pokój albowiem nasza walka doprowadziłaby do naszej zagłady. Przyglądałem się losom lecz czułem że nie poradzicie sobie z inwazją Juliana. Że stopniowo zostaną podbite chiny a następnie cała ziemia. Złamałem pakt o pokoju pomagając wam przedostać się do świata Justiów oraz z niego wrócić w odpowiedzi Mitwirjana dołączyła do armii Juliana, przywołała potężnego potwora Demozgo. O ile Julian był zbyt słaby by sam podbić ziemię dla Demozgo nie stanowi to żadnego problemu. To moja wina gdybym się nie wtrącił być może ziemia nie stała by na krawędzi zagłady. Demozgo jest potężny nawet Mitwirjana nie ma nad nim kontroli nie spocznie póki nie zniszczy całego wszechświata. Dlatego muszę was prosić o przebaczenie oraz pozwolenie o pomoc w tych trudnych czasach.
- Dlaczego nie pomogłeś wcześniej - kiedy Julian atakował miasto - rzekł Woody.
Tutaj też była wojna, wiele czasu zajęło mi także zdobycie szmaragdu. Męczył mnie też zatarg z czarnoksiężnikiem Bezimiennym. Nie wiadomo co on knuje usunął się w cień. W wyniku wojny straciłem rodzinę, żonę Agarlie i syna Template choć nie wiadomo może jeszcze żyje odesłałem go do innego wymiaru.
- Uważaj bo ci jeszcze uwierzę - powiedział Firzen. Po za tym nie mam zamiaru zostać zdrajcą - też siła Demozgo mnie przeraża, to potwór.
- W tej sytuacji muszę odebrać ci moc Firzena - powiedział Azonidas.
Firzen próbował uciekać ale bohaterowie otoczyli go i chwycili, skoro nie dał się przekonać Azonidas nie miał wyboru, odebrał mu moc razem ze szmaragdem stał się super Firzenem. Jenak wiedział że to zdecydowanie za mało aby pokonać Demozgo, aby mu się przeciwstawiać potrzeba czegoś naprawdę potężnego, starożytnego zaklęcia które przekracza wszelkie możliwości, ale dzięki szmaragdowi od bohaterów i mocy Firzena było to możliwe.
Tymczasem Davis przebudził się, poczuł się pełen energii a co ważniejsze blizny z jego rąk zniknęły. Należało się przygotować do ostatecznej walki, ale sami nie pokonają całej armii Juliana.
- Może spróbuję się skontaktować z Jan o ile jeszcze żyje - powiedziała Elifia.
- Lepiej aby nasz atak był dobrze zaplanowany - jeśli teraz przegramy - już nie będzie nadziei - stwierdził Bat.
Jedynym sposobem aby móc przeciwstawić się Demozgo jest stworzenia zjednoczonego który będzie połączeniem nas wszystkich - może po za Batem jego moc na to nie pozwala - powiedział Santuron.
Minęło kilka dni Elifi udało się skontaktować z Jan i jej Armią, nie można już było zwlekać teraz albo nigdy.
Azonidas i Elifia wzięli się za ręce bohaterowie ustawili się w okręgu. Davis, Woody, John, Deep, Louis, Santuron. Azonidas zaczął wymawiać jakieś pradawne zaklęcie dwa szmaragdy wokół nich zaczęły wirować. Czar był wymawiany mową której nie można zapisać. Nastał błysk potężnej mocy, powtarzał się kilka razy aż w końcu udało się stworzyli przedwiecznego Zjednoczonego. Był to wielki i potężny wojownik miał koronę ze złota ręce i ciało z diamentu a zbroje z rubinowej stali.
Bat patrzył na srebrne oczy wojownika - wiedział że tylko on może pokonać Demozgo. Nagle od niego przemówił głos jakby chóru:
- Nadszedł czas ostatniej bitwy jeśli przegramy wszystko będzie stracone Bat spróbuj pokonać Juliana, miejmy nadzieje że każdy element planu się udał.
Razem teleportowali się na ziemię aby rozegrać ostateczną bitwę.
Powstańcie wojownicy, zamarznięte pustkowie.
 
Przejdź do forum:
Copyright © LF2 PC 2003-2018